O Ani, co nie chciała glutenu

Obiecywałam Wam ten wpis już od miesiąca, chciałam dobrze, a…znowu w życiu mi nie wyszło :P
Liczba ‚folołersów’ na insta rośnie i chciałam Wam przybliżyć swoją historię i osobę.
Urodziłam się na prawdziwej wsi, tak prawdziwej, że na środku osady stała studnia, a jak padało, to do piwnicy można było sprzedawac bilety jak na basen. Do dziś pamiętam jak podczas powodzi w ’97 na polu zgubiłam gumiaki :D Znaczy weszłam w błoto- ja wyszłam, a one nie :P
Jestem też z natury myśliwym-mięsożercą. Pierwszego indyka utłukłam w wieku kilku lat, zaatakował mnie i dostał żerdzią w łeb tak celnie, że dziadek musiał biedaka dobić.
Bylam chowana blisko natury, nie mam problemu z przynawaniem, ze do mojej piaskownicy sikał pies, jadłam krede i kit z okien, kwiatki z babcinego ogródka (chyba do konca życia bedzie mi te piwonie wypomniac -.-), moje Barbie były zrobione z kolb kukurydzy, bawiłam się lutownica i gwoździami, piłam mleko prosto od krowy, takie ciepłe i spienione, nie parzyłam jajek przed wybiciem do ciasta, spałam na kocu z małymi kaczkami i kąpałam się nago w basenie z moim psem :) I od zawsze kochałam koty (tylko bez wzajemnosci :P)
Meczycielka zwierzat to ja

Nie raz przywaliłam sobie młotkiem w palec, pogryzł mnie pies, ugryzł mnie krzyżak, udziobała gęś (nie macie pojecia jakie cholery maja szczypiace pyski!) czy zaliczyłam glebe na rowerze. Raz nawet weszłam na deske z wystajacym gwozdziem, nie nie byłam szczepiona na tężec. Piszę do Was, wiec przezyłam :D
W przedszkolu i podstawówce biłam dzieci, ale tylko te co zasłużyły. Raz ugryzłam kuzynke, za co babcia mnie przywiązała do kaloryfera :D Jak powiem, że umyłam tacie samochód żwirem i chcieli mnie porwać Cygani to mi nie uwierzycie, wiec przestane na tym. (Serio, tata mnie nawet jeszcze w wieku 16 lat nie chciał puszczac do kolezanki u której mieszkała rodzina romów :D )

Dobra, przestancie sie smiać, teraz bedzie powazniej.

Wychowuje sie bez matki, która zgineła gdy nie miałam nawet 3 lat. Kilka lat potem tata się ponownie ożenił no i streszczajac Wam ten okres, ja i moja nowa macocha się nie dogadywałysmy i nadal sie nie dogadujemy. Bynajmniej nie zmusza sie 8latki do przepisywania ksiązek po nocach celem nauki ortografii…chyba. Was ktoś tak uczył? Jak być samolubną i bezczelną nauczyłam się właśnie od niej. Naukę ‚kto Ci powiedział, że świat jest sprawiedliwy?’ do dziś nosze pod skórą. Zgarnełam tez troche wyrachowania, na tyle by wiedzieć, że jesli sama nie zadbam o swoj tyłek to nikt o niego nie zadba.
Na wakacje jeździłam do babci, która pod stołem zawsze miałą colę, a na sniadanie najchetniej serwowała mi kiełbase senatorską i wielką bułe poznańska. Jak ktoś nie wie, to to jakies 900kcal na samo śniadanie dla nastolatki, która wakacje spedzałą na kocu z ksiązką. Za to druga babcia zamykała mnie w łazience z czekolada nakazujac, bym zjadła ja jak najszybciej co by nie musieć się dzielić z przyszywaną siostrą. W domu co rusz słyszałam, od ojca na zmiane z macochą, że utyłam, ze babka mnie tuczy, że mam cellulit jak 40latka, że mam d*pe jak szafa czterodrzwiowa. Miałam może 13-14 lat.
Rewelacyjne podstawy pod zaburzenia odżywiania co? Bo tak to się wszystko zaczeło.
Teraz gdy patrze na wszystko z perspektywy czasu to bulimia uratowała mi życie i zdrowie w wiekszym stopniu niż je zniszczyła. Gdybym zyła jak normalna szczesliwa nastolatka, przejeła od rodziny tradycje kulinarne smażenia frytek na 5 obiadów w tygodniu i lania mleka do kawy w ilosciach kosmicznych pewnie zmagałabym się już z cukrzyca jak mój ojciec, niedoczynnoscia tarczycy mojej babci, lub rakiem, z którym doczynienia miało 3/4 mojej rodziny. Ja swoje nastoletnie lata spedziłam na dietach i czytaniu o dietach. Przerabiałam wszystko, przed dukana, Atkinsa, weganizm, wegetarianizm, diety owocowe, głowdówki… Wiem jak walka o ‚idealne’ ciało potrafi skrzywić psychikę. Nie pomyslałam o tym, ze mam problem z odżywianiem nawet gdy w zwiazku z zaburzeniami elektrolitowymi zaczeły mi siadac nerki i popuchły stawy. Całkowite unikanie soli wcale nie jest idealnym rozwiazaniem w walce o utrate wagi. Wtedy zaczeły sie tez problemy z sercem w zwiazku z poziomem potasu (tak mysle), do dziś tetno potrafie miec 40~45- Walking Dead to ja mam w domu. Moje problemy zaczeły się w podstawówce, trwały w gimnazjum, nasiliły w liceum, a ‚szczytową formę’ osiągnełam na studiach- ok 55kg przy 183cm wzrostu. Koleżanki śmiały się, że Anke zamknac w sali z kanapką, to kanapka zje Anke. Paliłam by zabić głód, jak nie mogłam go wytrzymac brałam melatonine i szłam spać. Nie słuchałam faceta, który mówił, że wyglądam na chorą, że jestem za chuda. Ważne było, że fotografowie się zachwycali moimi żebrami. Dzis nie mogę patrzec na te zdjecia bo mam ochotę sobie sama dać w twarz za to co zrobiłam. To był czarny okres w moim zyciu. Nieustanne zapalenia pecherza moczowego, przeziebiałam sie w ten sposob, ze dostawałam w kilka godzin goraczki do 40st i po jednej nocy nie było po niej sladu. Bisacodyl łykałam jak cukierki. Pewnie gdybym policzyła całkowite koszta zakupu tabletek przeczyszczajacych z tych kilku lat to wyszłaby cena nowego łajfona 6es.
To tak by nakreślić Wam gdzie zaczynałam.
Kilka lat temu poznałam kogoś, kto pokazał mi, że siłownia to nie tylko kardio (poleciała nawet groźba, że sciągnie mnie z bieżni siłą :D ). Chyba wtedy to wszystko się zaczeło. Niestety głupia dalej zyłam w świecie gdzie marchewką i pomidorem można zwojowac świat i żadne cwiczenia mi sie na nic nie przydadza. W lodówce miałam serek wiejski lajt, bo tłuszcz beeee, mleko 0% bo tłuszcz beeee, oliwe tez używałam 0% taka w sprayu. Ciągle jechałam na tabsach anty, wiec ciezko mi powiedziec, czy gdyby nie to że okres był sztucznie stymulowany to miałabym miesiaczke regularnie. Na rok przed tym jak poszłam po rozum do głowy zaczełam plamić cały czas mimo, ze byłam na tabletkach, ginekolog kazał mi je odstawić, a w cytologii wyszła grupa 4…panika, google, diagnoza ‚przejeb*ne, mam raka, zapomnij o dzieciach, skracanie szyjki czy wymrażanie, antybiotyki, płacz, nieprzespane noce. Wtedy po raz pierwszy zaczełąm mysleć o zdrowiu i dotarło do mnie że nie jestem nieśmiertelna. Wywaliłam mleko i serek bo się naczytałam, że hormony krowie ‚blahblah’, ale szybko wróciłam do starych nawyków gdy tylko ustabilizowałam sytuacje tam na dole -.-’. Tak, sprawdzałam czy aby na pewno nie mam w metryce wpisu ‚wstrząsnąc przed użyciem’, bo jak wspominam te czasy to powatpiewam w swoje ‚sanity’.
Poszłam też wtedy na siłownie, kupiłam 3-miesieczny karnet, na siłownie poszłam przez te 3 miesiace moze 5 razy. Może nie…Jedynym plusme tego było, że dokłądnie rok pozniej dostałam telefon z Pjure, że jako byłemu klientowi maja mi do zaoferowania super hiper warunki, tani karnet…Pomyślałam łaj not, zróbmy to. Jak juz coś robić, to robmy to dobrze, wiec zaczełam odkładać na kurs instruktora. Nie dla kogos, nie by zostać trenerem tylko dla siebie. Jakoś też wtedy założyłam instagram. Nie szukajcie zjdec z tamtego okresu bo je dawno skasowałam :D Miałam na sumieniu przerabianie fotek, szybko jednak zmądrzałam, nie chciałam wpedzać w kompleksy innych kobiet tak jak to mnie w kompleksy wpedzały i ‚thin-spirowały’ wizerunki wychudzonych nastolatek gdy byłam w liecum.

Na pierwszej masie, zrobiłam +7kilo do tego od czego zaczynałam. Czułam się duża, cieszyłam się na redukcję jak szczerbaty na suchary. Maj-grudzień masa, grudzien-maj redukcja, maj-lipiec rebound i stabilizacja, lipiec- grudzien masa, teraz w styczniu zaczełam redukcje, ale jak widzicie nie spieszy mi się :P Zrzuciłam juz jakies 3 kilo.
Przez ten czas zmieniło się moje podejscie z dązenia do bycia superrrfiit do bycia super-helfi super-pig :D Doceniam fakt posiadania 22% bf, ciezej o siniaki jak sie wypierd*lisz na lodzie, nie potrzebuje paska do ulubionych spodni i z nawiazka wypełniam staniki :P
Jaka jest mojja dieta? Niskomyląca i wysokoodżywcza. Nie bede sobie przylepiac łatki diety paleo, diety Samuraja czy innej diety. Jem to co pomaga zachować mi dobre samopoczucie i zdrowie, dzieki czemu sie sprawnie regeneruje, jestem energiczna, spie jak dziecko. Suplementy pomagajace mi osiagnac cel to dla mnie nie odżywka i kreatyna, a witaminy, minerały i NNKT.

Ewoluowałam. Z laski, która dzień zaczynała od stawania na wadze by ocenić, czy może miec dobry dzień, do laski, która zje jaja z boczkiem na sniadanie, pojdzie przerzucic kilka setek kilogramów żelastwa na treningu, wróci do domu i zmierzy obwód spompowanego bicka (no rośnij cholero!!). Moja obsesja posiadania szczupłej sylwetki w połaczeniu z chłonnym mozgiem pozwoliła mi zapamietac tysiace informacji z przeczytanych tu i tam artykułów, co stworzyło podwaliny pod moją obecną profesje. Pamiętam do dzis jak Pani od biologii wywaliła oczy gdy wyrecytowłam jej mechanizm działania kawy na organzim ludzki :D Nie kontroluje tego, zapamiętuje wszsytko jak leci.
Tak, pamietliwa ze mnie wiedźma, to też :D
Ale z przyczepów miesni mnie nie pytajcie, plisss :D

Jak trenuje obecnie? Intuicyjnie. Czasem 3 czasem 4 razy w tygodniu. Staram się wykorzystywac fazy cyklu miesiaczkowego i płynace z nich korzysci. Np po okresie mamy naturalnie wyzszy prob bólu, to idealny moment na cięzkie treningi hipertroficzne i mocne rozciąganie czy rolowanie, ponadto jestesmy wtedy mniej poddatne na uszkodzenia miesni i sciegien niz przed okresem i w jego trakcie. Robię nogi, plecy z ramionami i klate z barkami, a jak mam czas i siłe na dodatkowy trening w treningu to sa to pośśśladkiii <3 Wasze tyłki katuje w podopny sposób. Jedna z moich podopiecznych (Nati I love you ) zapytała jak ja spie po nocach wiedząc, że tak przeze mnie cierpicie :D Magia dużej ilosci węgli w kolacji hahahhaha (i braku serca sasasasssa). Lubie trenować do upadku mięsniowego, czuje się wtedy taka bad ass :D Uj z tym, ze wracam do domu zastanawiajac się czy dostane mandat jak sie przespie w tych krzakach… Tough Life :D

Powoli tez odchodze od ważenia wszystkiego, umiem ocenic ile czego jak wygląda, zdaje sobie tez sprawe, że tak rozpedzony metabolizm ma w nosie czy ja zjem 500 czy 700g miesa dziennie, przemieli taką ilośc jaka sobie zapodam. Nauczyłam się, ze jeden cheat tygodniowo przechodzi bez najmniejszego echa, w dowolnej ilosci (kto mnie teraz nienawidzi, reka w góre:D ), ale dwa cheaty pod rząd to +2kilo do masy jak nic (fizyka sie mnie nie ima).
W kuchni smażę przeważnie na oleju kokosowym, czasem na maśle klarowanym. Jem drób i wołowinę, podroby, czasem króliki, duzo ryb i jadłam też krewetki, az sie nimi nie zatrułam :P
Do kawy dodaje olej, masło i czasem mleko kokosowe, pije po kilka litrów płynów dziennie, gdy o tym zapomniam to zmarszczki w lustrze mi o tym natychmiast przypomninaja (dlatego tak rozpaczam po zbiciu mojego 3litrowego dzbanka :( (ale juz go znalazłam na allegro!) Jem domowy majonez <3 a moją największą słabościa jest musztarda, wszystkie rodzaje musztardy, zapomne na zakupach o papierze toaletowym, ale o musztardzie w zyciu! Tak, nie zjem steka bez musztardy, naa-ahh! Nope. Moja dieta jest oparta na miesie, jajach i rybach oraz dobrych tłuszczach. Do tego lecą owoce i weglowodany bezglutenowe w których albo nie ma kwasu fitynowego, lub który mozna łatwo rozłozyć- kasze, ryże, mąka ryzowa biała, makaron ryżowy (z białej maki). Gdy jem inna makę np gryczaną lub jaglaną to koniecznie poprzedzam to wypiciem octu jabłkowego, a po posiłku jem witamine C w proszku ( nie polecam jej rozpuszczac, bo bedziecie sie krzywic jeszcze 30 min po). Ktos pomyśli ‚przekombinowane’, a ja o czyjejs diecie mysle ‚niedopracowane’. Nie wchodze w czyjs talerz, nawet swoim podopiecznym wyłacznie zalecam moczenie orzechów i kasz/ryżu, ale nie ciosam im o to kołków na głowie. Jedni po zdobyciu wiedzy wkladaja ją do szufladki ‚przyjeto do wiadomosci’, a ja zdobyta wiedze testuje na sobie.
Bywam bezczelna, ciężko mi przyjac do wiadomosci, że ktoś może się nie zgadzac z moim zdaniem, jeśli wiem, że mam rację bedę jej bronic do upadłego, ale umiem się też przynać, że cos przerasta moje kompetencje i czegoś nie wiem. Jeśli nie spie, nie jem, nie trenuje lub nie słucham podkastów Kuby Mauricza to się uczę, czytam ksiazki i czasopisma branżowe. Ostatnio sobie zdałam sprawe z tego, że pracuję by móc…więcej pracować :D
A dla ciekawych…Kota nazwałam Pietruszka bo chciałam zrobić na złośc chłopakowi, który mi go dał :D I żałuje tego w niewypowiedziany sposób, bo przez to ‚a’ na końcu to taka dama, że „bez darów i pokłonu nie podchodz marna ludzka kreaturo. No chyba, że chcesz mysiać, to mysiaj, NO MYSIAJ!!”

PS. Sorry za ortografie i stylistyke :P Napisanie tego zajeło mi 3h, edycja zajełaby drugie tyle. Albo rybki albo akwarium :>

 

 

 

 

 

7 komentarzy do “O Ani, co nie chciała glutenu

  1. :) przyszło mi do głowy tylko tyle, że co człowiek to Historia. Nieocenione jest to, co słyszymy od najbliższych, ja też całe życie na diecie, bo nigdy nie byłam zgrabna i dobrze o tym wiedziałam, bo mi to przypominano często. Dziś sama mam dziecko i bardzo bardzo chcę tego uniknąć. Potrafilaś wyciągnąć wnioski i teraz dzielisz się tym, jest coś piękniejszego? Gratuluję Aniu. Odezwę się na pewno. :*

  2. Aniu, a czy jest jakaś zależność pomiędzy odstawieniem nabiału a zmarszczkami? :D Bo albo mi się wydaje, ale odkąd od prawie miesiąca go wyeliminowałam z diety to nagle zauważyłam delikatne linie od wewnętrznych kącików oka a także znaczne pogłębienie jednej z nich (mam taką jedną zołzę odkąd sięgam pamięcią). Czy w takim razie za mało piję wody (u mnie około 2-2,5l)? Jest na to jakieś wytłumaczenie czy to po prostu starość? ;)

    • Nie słyszałam o niczym takim. Szukalabym przyczyny raczej w tym, czym ten nabiał zastapilas, lub co innego się zmieniło. Czasem wystarczą dwie słabiej przespane noce. Jest sezon grzewczy, ostatnio były mrozy więc było grzane mocniej, a suche powietrze potrafi zrujnować naskórek jak nic innego. Pić więcej wody mocno zmineralizowanej no i kupić nawilżacz powietrza do domu :)

  3. Uwielbiam Cię jeszcze bardziej :) Podpisuję się pod tym w 98% ;) A mianowicie nie miałam macochy i nie mam jeszcze tak wysportowanego ciała {ale to już niedługo ;) } Resztę przerabiałam od fajek po tabletki przeczyszczające ;) i od ciepłego mleka z pianką do gwoździa w nodze :/ Dupę też miałam jak trzy drzwiowa szafa stąd chwytanie się wszystkiego najgłupszego!!! Jak dobrze,że jesteś :) Jak dobrze że mnie mobilizujesz,że dzięki Tobie jestem coraz mądrzejsza,że przeklinam Cię z każdą komandoską i kocham kiedy kończy się trening :) Dziękuję Ci Aniu…za to,że jesteś :)

  4. Niska waga ma jakieś znaczenie w łapaniu infekcji pęcherza? Kiedyś miałam problemy z wagą po operacji, było mnie o wiele za mało- zaczęło się ciągłe chodzenie do toalety a teraz mimo zrowej wagi i 22%bf mam nwaracające infekcje pęcherza, help!

    • Zuza zadbaj o florę bakteryjna, a pewnie ja lekami wytluklas dokumentnie. Zacznij jeść kiszonki (kiszone nie kwaszone warzywa) i zaopatrz się w dobre kapsułki z bakteriami (ja mooocno polecam trivagin) i po kilku tygodniach powinnaś odczuć poprawe. Niestety antybiotyki jakie najpewniej miałaś Cię zalatwily na amen, możliwe że twoja flora bakteryjna jest mocno zaburzona, polecam posiew bakterii by sie dowiedziec co jest grane.

Odpowiedz na „~anettMAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>